Wojciech Stachurski — człowiek orkiestra. Ciepły, serdeczny, z humorem, który rozbrajał świat
Wojciech Adam Stachurski — kompozytor, autor tekstów, instruktor, konferansjer i jedna z najbardziej lubianych postaci kieleckiej kultury —…
Wojciech Stachurski — człowiek orkiestra. Ciepły, serdeczny, z humorem, który rozbrajał świat

Wojciech Stachurski, fot. źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Wojciech_Stachurski.jpg
Wojciech Adam Stachurski — kompozytor, autor tekstów, instruktor, konferansjer i jedna z najbardziej lubianych postaci kieleckiej kultury — urodził się 23 maja 1955 roku w Kielcach. Dla wielu był po prostu Wojtkiem. Nie trzeba było dodawać nazwiska. Wystarczył jego uśmiech, ton głosu, sposób bycia.
Ci, którzy mieli okazję go poznać — choćby przelotnie — mówią o nim tak samo: super człowiek, z humorem i dystansem do wielu spraw, a jednocześnie niezwykle inteligentny współrozmówca.
Zakochany w country, wychowany na westernach
Od najmłodszych lat fascynował się muzyką country i filmami westernowymi. Nie dla efektów — dla ludzi. Dla ich prostoty, zasad, wolności. Dla historii, które niosły emocje.
To właśnie te inspiracje ukształtowały jego styl — ciepły, balladowy, szczery.
Zespół U Ojca — początek drogi
Podczas studiów współtworzył z Sylwestrem Hernikiem zespół U Ojca. To tam narodziła się jego muzyczna tożsamość. To tam nauczył się, że muzyka jest rozmową — a on był w niej mistrzem.
Człowiek, który budował kulturę Kielc
W kolejnych latach współpracował z KCK, WDK, Zameczkiem, mediami lokalnymi i ogólnopolskimi. Był wiceprezesem Kieleckiego Klubu Jazzowego. Tworzył widowiska, pisał piosenki, prowadził koncerty.
Ale najważniejsze jest to, że wszędzie, gdzie się pojawiał, robiło się jaśniej. Nie dlatego, że był głośny. Dlatego, że był serdeczny, pogodny i miał w sobie niezwykły spokój.
Iskierki — jego wielka rodzina
Zespół Iskierki był jego oczkiem w głowie. Setki dziewcząt, które przez lata przewinęły się przez zespół, wspominają go jako człowieka, który potrafił dodać odwagi jednym zdaniem.
- Gdy ktoś nie trafiał w tonację, mówił: „Nie fałszujesz. Ty po prostu szukasz własnej drogi.”
- Gdy ktoś się bał występu: „Jak się boisz, to znaczy, że ci zależy.”
- Gdy ktoś zapomniał tekstu: „Wymyśl. Ja też tak robię.”
To był humor, który nie wyśmiewał — tylko podnosił.
Człowiek, który żył po swojemu
Wojtek miał zawsze pełne ręce roboty — próby, koncerty, spotkania, projekty. Może właśnie dlatego nigdy nie zrobił prawa jazdy. Śmiał się, że „nie ma na to czasu, bo życie samo go wozi”.
I rzeczywiście — jeździł głównie taksówkami. Znał większość kieleckich kierowców, a oni znali jego. Wsiadał z uśmiechem, zawsze z jakąś anegdotą, zawsze z dobrym słowem.
A bywało też, że widziano go na rowerze, spokojnie pedałującego przez Białogon, jakby nigdzie się nie spieszył, choć przecież zawsze miał mnóstwo spraw na głowie. To był cały Wojtek: człowiek, który potrafił żyć po swojemu, z humorem, dystansem i lekkością.
Inteligentny rozmówca, który potrafił słuchać
Był błyskotliwy, ale nigdy nie próbował błyszczeć kosztem innych. Miał dystans do siebie i świata, a jednocześnie potrafił wejść w głęboką, mądrą rozmowę. To dlatego ludzie tak go lubili — bo przy nim czuli się wysłuchani.
Anegdota, która mówi o nim wszystko
Podczas jednego z koncertów nagle zgasło światło. Publiczność czeka, muzycy czekają, a Wojtek wychodzi na scenę i mówi:
„Proszę państwa, to nie awaria. To klimat.”
I zaczął opowiadać historię o kowboju, który zgubił konia w nocy. Światło wróciło dopiero po kilku minutach, ale nikt nie miał nic przeciwko.
Białogon — jego miejsce na ziemi
Przez lata mieszkał na kieleckim Białogonie. Sąsiedzi wspominają go jako człowieka, który potrafił poprawić humor jednym zdaniem. Miał zwyczaj mówić:
„Dzień dobry! Jak państwu idzie bycie wspaniałymi.”
To było całe jego podejście do ludzi — z uśmiechem, z ciepłem, z życzliwością.
Przyjaciel rodu Jarońskich
Z Jarońskimi łączyła go nie tylko scena, ale przede wszystkim przyjaźń. Podobne poczucie humoru, podobna wrażliwość, podobne podejście do muzyki. To była relacja, która trwała, bo była prawdziwa.
Odejście, które zabolało całe miasto
Wojciech Stachurski zmarł 15 grudnia 2020 roku. Kielce straciły nie tylko artystę. Straciły człowieka, który potrafił rozjaśnić dzień jednym zdaniem.
W Domu Kultury Zameczek powstała sala jego imienia. W ludziach — pamięć, która nie blaknie.
Dziedzictwo, które trwa
Zostawił po sobie:
- piosenki,
- zespoły,
- projekty,
- wspomnienia,
- ludzi, których nauczył wiary w siebie.
Ale przede wszystkim zostawił dobro. To, które czuło się, zanim jeszcze się go usłyszało. To, które zostaje na zawsze.
메타데이터
- post_id
- 4437af7cf6fa
- slug
- wojciech-stachurski-człowiek-orkiestra-ciepły-serdeczny-z-humorem-który-rozbrajał-świat-4437af7cf6fa
- url
- https://medium.com/@obywatelmg/wojciech-stachurski-cz%C5%82owiek-orkiestra-ciep%C5%82y-serdeczny-z-humorem-kt%C3%B3ry-rozbraja%C5%82-%C5%9Bwiat-4437af7cf6fa
- canonical_url
- https://medium.com/@obywatelmg/wojciech-stachurski-cz%C5%82owiek-orkiestra-ciep%C5%82y-serdeczny-z-humorem-kt%C3%B3ry-rozbraja%C5%82-%C5%9Bwiat-4437af7cf6fa
- author_url
- https://medium.com/@obywatelmg
- status
- ok
- fetched_at
- 2026-07-11 06:12:03