← Back to list

Bogactwo — obfitość — wiedza. Po co ci to wszystko, jeśli nie przekraczasz ograniczeń?

Połączę w jeden ciąg narracyjny kwestie dobrobytu, demografii, energii, by przejść do poszukiwań teorii wszystkiego, więc przejażdżka może…

Mirek Usidus · 2026-02-27 10:07 · 1 claps · 14.0 min read
#energia #nieśmiertelność #teoria-wszystkiego #fizyka #ziemia
Open on Medium ↗

Bogactwo — obfitość — wiedza. Po co ci to wszystko, jeśli nie przekraczasz ograniczeń?

Połączę w jeden ciąg narracyjny kwestie dobrobytu, demografii, energii, by przejść do poszukiwań teorii wszystkiego, więc przejażdżka może być karkołomna, ale konfuzja, jaką może to wszystko wywołać u czytelnika, to poświęcenie, na które jestem gotów.

Wymieniam te wszystkie rzeczy, wyzwania mówiąc precyzyjniej, z którymi nasza cywilizacja mierzyła się, mierzy się nadal i będzie mierzyć w nie tak odległej przyszłości, jak tez później, być może zawsze. Przezwyciężenie a może inaczej — odpowiednie podejście do rozwiązywania tych problemów — mają znaczenie w kontekście, który na razie (wciąż to podkreślam) nazywam Projektem Noe. Trudno bowiem mówić o sięganiu po cele tak ambitne jak najgłębsza z możliwych ekologia, polegająca na holistycznym ratowaniu życia ziemskiego, gdy nie rozwiążemy problemów, z którymi borykamy się od zarania ludzkości, kwestii poziomu życia, zapewnienia odpowiednich ilości energii dla naszej cywilizacji technicznej, co wiąże się z przezwyciężeniem barier w naszej wiedzy i nauce tak samo jak przezwyciężeniem tak fundamentalnych problemów jak bieda, głód i wykluczenie.

Drogą do tego nie są oczywiście recepty środowiska „walczącego o klimat”, które często sprowadzają się do sugerowania ścieżki derozwojowej, rezygnacji z postępu technicznego, życiu „w zgodzie z naturą”, bez cywilizacyjnych ulepszeń, bez wzrostu przemysłowego, który napędza poszukiwania nowych metod pozyskiwania odpowiednich dla rozwijającej się cywilizacji energii. Nawet jeśli przedstawiciele tej opcji zapewniają, że nie chodzi o dławienie postępu naukowo-technicznego, że „wręcz przeciwnie” i „zielone technologie” to również ścieżka innowacji, tylko taka „inna”, to ostatecznie rygory i koszty chociażby tzw. „transformacji energetycznej”, które wynikają z ich pomysłów, w praktyce duszą rozwój, najpierw gospodarczy a potem również naukowo-technologiczny, bo historyczne analogie wyraźnie pokazując korelację dynamiki ekonomicznej i tempa innowacji. Innej historii nie mamy.

Zagłada przez dobrobyt

Rozwój i dynamizm gospodarczy ostatecznie prowadzą do rozpowszechnienia dobrobytu i obfitości. Na to też łatwo znaleźć historyczne dowody. Niestety, wydaje się, że dobrostan ekonomiczny nie sprawdza się jako cel sam w sobie. Mamy powody i dowody, by przypuszczać, iż u istot żywych stan, w którym wszystkie potrzeby są zaspokojone i nie ma już za bardzo o co się starać, taki stan z kolei może prowadzić do stagnacji a nawet swoistej degeneracji. Świadczyć zdają się o tym pewne eksperymenty laboratoryjne, ale także widoczne obecnie wyraźnie na świecie tendencje demograficzne.

W latach sześćdziesiątych amerykański etnolog i behawiorysta, John B. Calhoun stworzył laboratorium w stodole, gdzie rozpoczął serię eksperymentów, polegających na tworzeniu tak zwanych „wszechświatów” dla zamieszkujących je myszy (wcześniej przeprowadzał eksperymenty na norweskich szczurach domowych). Przedsięwzięcie, znane jako „eksperyment Calhouna”, zakończyło się w 1588 dniu trwania śmiercią ostatniego zwierzęcia

Eksperyment zaczął się od wprowadzenia przez badacza do pomieszczenia czterech par gryzoni. W siedlisku ograniczono do minimum groźbę przenoszenia przez zwierzęta chorób, zapewniono nieograniczoną ilość pożywienia, wody, materiału do budowy gniazd, a także zrobiono wszystko, co możliwe, by zwierzęta nie umierały ani nie odczuwały jakiegokolwiek dyskomfortu. Po pierwszych dwu fazach, przystosowania i boomu demograficzno-społecznego, w gryzonim społeczeństwie, w którym niczego nie brakowało, zaczęła być widoczna degeneracja. Zwierzęta stały się najpierw agresywne, atakując inne bez wyraźnych powodów. Potem nastąpiła apatia, zanik kontaktów i rozmnażania się. Populacja, której niczego nie brakowało, wymarła.

Calhoun opublikował jeszcze w 1962. monografię zatytułowaną „The Ecology and Sociology of Norway Rats” na temat pierwszej serii swoich eksperymentów. W tamtych czasach łączenie słowa „socjologia”, zwykle zarezerwowanego dla badań nad ludźmi, z tematyką zwierzęcą było czymś niezwykłym. Mimo wątpliwości praca ta świadczyła o rosnącym przekonaniu naukowców, że jego kolonie gryzoni mogą rzucić światło na problemy społeczne ludzi. Dziś, gdy widzimy to co dzieje się w dostatnich, opływających w dobrobyt społeczeństwach, zwłaszcza jeśli chodzi o demografię i „zanik kontaktów”, trudno oprzeć się analogiom.

John B. Calhoun w stworzonym przez siebie ‘raju dla gryzoni’© Yoichi R Okamoto Wikipedia

John B. Calhoun w stworzonym przez siebie ‘raju dla gryzoni’© Yoichi R Okamoto Wikipedia

Ludziom, którym „przestało się chcieć” rozmnażać, nie chce się, jak można się spodziewać, wielu innych rzeczy. Ta szczególna, coraz lepiej widoczna, konsekwencja rozwoju prowadzącego do dobrobytu wskazuje, że nie ma prostych recept, łatwych ścieżek motywacji i mobilizacji społecznej. Być może dobrą wskazówką jest tu spostrzeżenie, że ludzie muszą widzieć jakiś sens i cel, ale to trochę banał. Kto wie jednak, czy dobitne wykazanie ludzkości, że to co mają mało znaczy, nawet jeśli mają relatywnie dużo, że jest to tymczasowe, przemijalne i w szerszej perspektywie znaczy tyle co nic, czy jasne udowodnienie tego mogłoby być wstępem do poszukiwania silniejszej, „prawdziwszej” motywacji.

To, co głoszę i do czego wracam od pierwszej części tego cyklu można odczytać także jako próbę wzbudzenia takiej motywacji, sięgającej szerzej, wyżej i głębiej. Powinno to być jednak właściwie zrozumiane. „Ratowanie planety” przez powstrzymanie wzrostu temperatury średniej o pół stopnia w ciągu stu lat itp. to również w sensie szerokim działanie doraźne i nieistotne, podobnie jak bogactwa, dostatek i góry dutków. Gdy chcemy mieć cel, który nas zmotywuje, napędzi i zachęci do rozwoju, rozmnażania, pomnażania dóbr wszelkiego rodzaju, także tych wyższego, nazwijmy to, „intelektualnego” rzędu, myślmy o rzeczach ambitnych, trudno dostępnych, a realizacja Projektu Noe jest trudno dostępna i odległa. To wada, która z punktu widzenia, o który mi chodzi, jest zaletą.

Kiedy nam energia bokiem wyjdzie

Jedną z rzeczy, których bardzo będziemy potrzebować, by realizować cele, które warto realizować i mają sens wykraczający poza drobną krzątaninę zwaną ludzkim życiem, jest energia, bardzo, bardzo dużo energii, dostępnej, czyli takiej, na którą w procesie cywilizacyjnego rozwoju będzie nas stać i pozwalającej przezwyciężyć ograniczenia, z którymi dziś się borykamy

Od dawna marzymy o znalezieniu sposobu na uzyskanie obfitości taniej energii, która obniżyłaby koszty wszystkiego od produkcji po rozrywkę. Szybki spadek kosztów przetwarzania i zasobów obliczeniowych prowadziłby w świetlanych wizjach do przyspieszenia postępu technicznego i dalszej automatyzacji. Inaczej mówiąc, według optymistycznych prognoz, obniżenie kosztów techniki miałoby wzmacniać jej szybszy rozwój, co prowadziłoby do dalszego obniżenia kosztów itd.

Wszystkie te postępy, według optymistów, doprowadziłyby do sytuacji, w której ludzie będą mieli więcej wolnego czasu i zasobów, aby zająć się innymi rzeczami niż praca i gromadzenie dóbr. Wpłynąć miałoby to pozytywnie zarówno na rozwój sztuki, ale także nauki, co ostatecznie mogłoby stworzyć kolejny efekt wzmacniający postęp techniczny, gdyż osiągnięcia naukowe zwykle przekładają się na rozwój techniczny.

Najczęstszą bohaterką takich różowych futurologicznych wizji i marzeń o „nieograniczonym źródle energii” jest okiełznana w końcu synteza termojądrowa. Media od dekad donoszą o postępach badań nad kontrolowaną fuzją, o starych i nowych projektach tokamaków i stellaratorów, a także o pomysłach alternatywnych. Zakłada się, że od przełomu, czyli uzyskania możliwości trwającej przez odpowiedni czas kontroli reakcji syntezy termonuklearnej, dzielą nas zaledwie dekady (choć o tych dekadach mówi się od… dekad). Całkiem powszechna jest nadzieja, że jeszcze w tym wieku zaczniemy się zasilać energią z fuzji. Wielu z nas będzie miało szansę przekonać się, czy te prognozy są trafne

Nieodłącznym elementem optymistycznych wizji obfitości energetycznej jest jej zakładana taniość. I tu osobom, które wiedzą, jak funkcjonuje ekonomia, zapala się lampka alarmowa. Bo to tak nie działa, że tanie zasoby wpływają na rozwój i postęp. Historia ludzkości uczy czegoś wręcz przeciwnego, mianowicie, że motorem rozwojowym częściej bywa niedobór oraz ograniczone i drogie zasoby. Pamiętajmy też o myszach Calhouna — czy one w warunkach obfitości rozwijały się?

Są też inne konsekwencje, których entuzjaści „nieograniczonej energii” nie biorą pod uwagę. Na przykład fakt, że obfitość niedrogiej energii nieuchronnie oznacza ogromny wzrost jej zużycia. Jednocześnie podstawy fizyki są takie, iż energia nie znika, lecz jest przetwarzana w inne formy energii, np. w ciepło. Jeśli produkujemy dużo energii, to z ogromnymi ilościami ciepła odpadowego trzeba coś zrobić, bo chyba nie wyobrażamy sobie, że wypuścimy to „na zewnątrz”, do atmosfery. Gdybyśmy tak robili, to raportowane w ostatnim czasie ocieplenie klimatu byłoby drobiazgiem w porównaniu z tym, co mogłoby się stać z powodu wydechu cywilizacji „nadobfitości energetycznej”.

Stan obfitości energetycznej jakim widzi go AI

Stan obfitości energetycznej jakim widzi go AI

Poza tym w świecie obfitej i taniej energii najprawdopodobniej przestano by ją oszczędzać. Pomijając skutki środowiskowe, w ostatecznym efekcie mogłoby to nie tyle rozwinąć technikę, ile stłumić innowacje. A to dlatego, że ogromna część myśli technicznej przez ostatnie sto lat a nawet od czasów wcześniejszych krąży wokół poszukiwania rozwiązań oszczędzających energię, obniżających koszty i zwiększających efektywność. Weźmy np. branżę lotniczą, w której sukcesy w ostatnich latach odnoszą samoloty nie największe, lecz zużywające najmniej paliwa w przeliczeniu na pasażera.

Zatem hipotetyczne wejście ludzkości na wyższy poziom energetyczny z uwagi na te i wiele innych problemów znów dobrze byłoby powiązać z wejściem na nowy poziom, na nowy projekt, powiedziałbym nawet, z nowymi celami i zadaniami, które przekraczają dotychczasowe aspiracje ludzkości. Po co nam bowiem o tyle więcej, aż tak wiele, energii? To analogia z pytaniem — po co nam dobrobyt albo do po co ogromne nakłady na redukcję temperatury o ułamki stopnia? Sensowna odpowiedź na pytanie o zwiększenie wydajności i ilości produkowanej energii nieuchronnie przenosi nas na nowy plan, przekraczający to o co nam chodziło wcześniej, przekraczający granice, które nas obowiązywały, przekraczający Ziemię i dotychczas obowiązującą perspektywę.

Nieśmiertelność w zasięgu ręki

Snem, marzeniem i celem ludzkości, niejako odwiecznym, jest dążenie do przedłużania życia ludzkiego a nawet do nieśmiertelności. Jak się okazuje z dążeniem tym wiążą się pewne problemy, nieco analogiczne do tego, o czym pisałem, nawiązując do dobrobytu i obfitości taniej energii.

Według futurysty Raya Kurzweila i grupy ludzi myślących podobnie do niego, ludzka nieśmiertelność jest w zasięgu ręki. W wizji przyszłości przedstawionej przez Kurzweila możemy zginąć w wypadku samochodowym lub od spadającego głazu, ale nie umrzemy ze starości. Zwolennicy tej idei wierzą, że może się ona urzeczywistnić w ciągu najbliższych czterdziestu lat, albo szybciej, bo on o czterdziestu latach mówił prawie dwadzieścia lat temu.

Jeśli tak rzeczywiście miałoby się stać, to musiałoby się to wiązać z radykalnymi zmianami społecznymi, prawnymi i gospodarczymi na świecie. Na przykład — żaden plan emerytalny na świecie nie byłby w stanie utrzymać osoby, gdyby przestała pracować w wieku 65 lat, a potem żyła choćby do 500 lat. No więc logicznie, przezwyciężenie krótkiego cyklu ludzkiego życia nie będzie i nie powinno oznaczać wiecznej emerytury. Trzeba będzie też wiecznie pracować. A jeśli nie pracować, bo np. dzięki automatyzacji panować będzie dobrobyt, to co robić?

Co będziesz robić wiecznie żyjąca myszko Calhouna?

Przy nieograniczonych zasobach, obfitości energii, przełomach w nauce i technice, być może przeludnienie nie będzie problemem. Jeśli ludzkość wciąż będzie się rozmnażać, co nie jest wcale takie oczywiste, logiczne wydaje się opuszczanie Ziemi i kolonizowanie kosmosu, nie tylko zresztą w opcji „nieśmiertelność”. Gdyby miało to być życie na wieki na Ziemi, to trudno sobie wyobrazić kontynuację normalnego przyrostu naturalnego. Ziemia stałaby się piekłem szybciej niż myślimy.

W swoim eseju z 1973 r. pt. „The Makropulos Case: Reflections on the Tedium of Immortality” angielski filozof Bernard Williams pisał, że życie wieczne po pewnym czasie stałoby się niewymownie nudne i okropne. Jak zauważył, potrzebujemy nowych doświadczeń, aby mieć powód do dalszego działania. Nieograniczony czas pozwoliłaby nam przeżyć wszystko czego pragniemy. I co dalej? Brakowałoby nam tego, co Williams nazywa „kategorycznymi” pragnieniami: tzn. pragnieniami, które dają nam powody, by dalej żyć, a zamiast tego zostalibyśmy jedynie z „warunkowymi” pragnieniami, czyli rzeczami, które możemy chcieć zrobić, jeśli żyjemy, ale nie są wystarczająco ważne same w sobie, by zmotywować nas do pozostania przy życiu. Na przykład, jeśli mam zamiar dalej żyć, to pragnę mieć wypełniony ubytek w zębie, ale nie chcę dalej żyć tylko po to, by mieć wypełniony ubytek. Natomiast mógłbym chcieć żyć dalej, aby dokończyć wielką powieść, którą pisałem przez ostatnie 25 lat. To pierwsze jest pragnieniem warunkowym, to drugie — kategorycznym.

Ważniejsze „kategoryczne” mówiąc językiem Williamsa, pragnienia, w końcu mając do dyspozycji dowolnie długie życie, zrealizujemy. Życie pozbawione kategorycznych pragnień, twierdził Williams, przekształciłoby nas w stworzenia wegetujące, bez żadnego mocnego celu i powodu do dalszego życia. Williams używa jako przykładu Eliny Makropulos, postaci z opery czeskiego kompozytora Leoša Janáčka. Urodzona w 1585 roku, Elina wypija eliksir, który utrzymuje ją na zawsze przy życiu. Jednak w wieku trzystu lat Elina przeżyła już wszystko, czego pragnęła, a jej życie jest zimne, puste i nudne. Nie ma już po co żyć. Przestaje pić eliksir, uwalniając się od nudy nieśmiertelności.

Nieśmiertelność może przestać być zabawna już po kilkuset latach

Nieśmiertelność może przestać być zabawna już po kilkuset latach

„Nieśmiertelność” brzmi być może dla wielu zbyt fantastycznie. Może lepiej mówić o stopniowym przedłużaniu ludzkiego życia. Życie ludzkie w sposób dość oczywisty wydłuża walka z chorobami. Postępy medycyny i biotechnologii to droga „drobnych kroków” i osiągania stopniowego postępu w coraz dłuższych perspektywach czasowych. W ciągu ostatnich stu lat, okresie intensywnego rozwoju tych nauk, ludzkie życie w krajach zachodnich wydłużyło się przeciętnie z ok. 50 do nieomal 90 lat.

Niecierpliwych takie tempo, ma się rozumieć, nie zadowala. Dlatego prowadzone są badania nad inną opcją osiągnięcia życia wiecznego, znaną jako „cyfrowa nieśmiertelność”, która w różnych definicjach funkcjonuje również jako „osobliwość” i została przedstawiona przez wspomnianego Raya Kurzweila jako alternatywa dla ścieżki biotechnologicznej. Zwolennicy tej koncepcji sądzą, że w przyszłości możliwe byłoby stworzenie wirtualnej wersji nas samych, która mogłaby przetrwać nasze śmiertelne ciała i np. kontaktować się z naszymi bliskimi, potomkami za pośrednictwem komputera. Właściwie zalążki takich rozwiązań są już dostępne. Są firmy, które oferują ludziom, którzy wiedzą, że umrą, rozmaite formy „obecności” po śmiertelnym zejściu, od wyświetlanych na nagrobkach komunikatów, po modele AI odwzorowujące osobowości zmarłych, z którymi mogą niczym z duchami na seansach rozmawiać zstępni lub inni bliscy.

Niezależnie od tego jak będziemy rozumieć ową „nieśmiertelność” i jaka w przyszłości byłaby realnie dostępna, rozważania te znów prowadzą do konkluzji, że ma ona sens wtedy, gdy przekraczamy, znany nam tradycyjnie plan ludzki. Niezależnie od tego czy oznacza to, że wiecznie żyjąca dzięki biotechnologiom istota wybiera się w podróż po Wszechświecie, czy podejmuje lub angażuje się w projekty bliższe Ziemi, ale wymagające dłuższego harmonogramu niż marne kilkadziesiąt lat, które nam dała natura.

Czy wszystko naprawdę czeka na swoją teorię?

Trudno też sobie wyobrazić, by ludzkość osiągnęła spełnienie bez rozwiązania fundamentalnych problemów i zagadek rzeczywistości, natury i struktury Wszechświata, w którym przyszło nam żyć, czyli w praktyce fizyki.

Co dałoby nam rozwikłanie takich problemów jak ciemna materia i ciemna energia, tajemnica początku Wszechświata, natura grawitacji, przewaga materii nad antymaterią, kierunek czasu, unifikacja grawitacji z innymi oddziaływaniami fizycznymi prowadząca do wielkiej unifikacji sił natury w jedną fundamentalną i w konsekwencji do tzw. teorii wszystkiego.

Według Einsteina i wielu innych wybitnych fizyków współczesnych celem nauki jest właśnie stworzenie teorii wszystkiego. Pojęcie takiej teorii nie jest jednak jednoznaczne. Znana pod angielskim terminem „theory of everything”, ToE, jest hipotetyczną teorią fizyczną opisującą w sposób spójny wszystkie zjawiska fizyczne i pozwalająca przewidzieć wynik dowolnego doświadczenia. Współcześnie tym zwrotem określa się zwykle próby połączenia mechaniki kwantowej z ogólną teorią względności. Jak do tej pory żadna z takich teorii nie została eksperymentalnie potwierdzona. Obecnie najbardziej zaawansowaną teorią pretendującą do miana teorii wszystkiego jest wspierana zasadą holograficzną, 11-wymiarowa M-teoria. Nie jest jednak jeszcze dopracowana i przez wielu uważana jest raczej za kierunek rozwoju niż faktyczną teorię. Niektórzy w ogóle ją zbywają jako nie dające się sprawdzić eksperymentalne teoretyczne snuje.

Nie brakuje uczonych wątpiących, czy w ogóle coś takiego jak „teoria wszystkiego” jest możliwe i to w sensie najbardziej podstawowym, na gruncie logiki. Twierdzenie Kurta Gödla mówi, że każdy wystarczająco skomplikowany system logiczny jest albo wewnętrznie sprzeczny (można w nim udowodnić jakieś zdanie oraz jego zaprzeczenie), albo jest niekompletny (istnieją w nim trywialnie prawdziwe zdania, których nie da się dowieść). Stanley Jaki w 1966 roku zauważył, że teoria wszystkiego musiałaby być złożoną i niesprzeczną matematyczną teorią, więc z konieczności musiałaby być niekompletna. Trywializując można to ująć tak: można stworzyć teorię wszystkiego, ale jako teoria wszystkiego nie może logicznie być teorią wszystkiego.

Teoria Wszystkiego zderza się z twierdzeniem Kurta Gödla

Teoria Wszystkiego zderza się z twierdzeniem Kurta Gödla

Swoistym, oryginalnym i budzącym w ostatnim czasie emocje sposobem na teorię wszystkiego jest hipoteza holograficzna, przenosząca problem na nieco inny plan. Fizyka czarnych dziur zdaje się wskazywać, iż nasz Wszechświat wcale nie jest taki, jak mówią nam nasze zmysły. Otaczająca nas rzeczywistość może być hologramem, czyli projekcją dwuwymiarowej płaszczyzny. Dotyczy to także samego twierdzenia Gödla (tzn. samo twierdzenie też jest projekcją). Sprytne. Uciekamy od sprzeczności, wskazując na oryginalne źródło rzeczywistości, w którym nie ma sprzeczności, choć oczywiście nie mamy pojęcia, czym ono jest. Tylko czy taka teoria wszystkiego rozwiązuje jakieś problemy, pozwala zmierzyć się z cywilizacyjnymi wyzwaniami?

Obecnie mamy dwie nadrzędne teorie, które wyjaśniają prawie każde zjawisko fizyczne — teorię grawitacji Einsteina (ogólną teorię względności) i mechanikę kwantową. Ta pierwsza jest dobra w wyjaśnianiu ruchu obiektów makro, od piłek futbolowych po galaktyki. Mechanika kwantowa doskonale radzi sobie w sferze atomów i cząstek subatomowych. Kłopot w tym, że te dwie teorie opisują nasz świat w zupełnie inny sposób. W mechanice kwantowej wydarzenia rozgrywają się na stałym tle czasoprzestrzeni, podczas gdy w ogólnej teorii względności czasoprzestrzeń jest elastyczna. Jak wyglądałaby kwantowa teoria zakrzywionej czasoprzestrzeni? Nie wiemy.

Najwcześniejsze próby stworzenia jednolitej teorii wszystkiego pojawiły się wkrótce po opublikowaniu ogólnej teorii względności, zanim zrozumieliśmy fundamentalne prawa rządzące siłami jądrowymi. Koncepcje te, znane jako teorie Kaluzy-Kleina, dążyły do zjednoczenia grawitacji z elektromagnetyzmem. Od dziesięcioleci teoria strun, która przedstawia materię jako złożoną z maleńkich wibrujących strun lub pętli energii, jest uznawana za najlepszą do stworzenia jednolitej teorii fizyki. Niektórzy fizycy wolą jednak kwantową grawitację pętlową, w której przestrzeń kosmiczna sama w sobie jest zbudowana z maleńkich pętli. Jednak ani teoria strun, ani pętlowa grawitacja kwantowa nie zostały przetestowane eksperymentalnie i nie bardzo wiadomo jak to zrobić. Teorie wielkiej unifikacji (GUT z ang. Grand Unification Theory), łączące chromodynamikę kwantową i teorię oddziaływań elektrosłabych, przedstawiają oddziaływanie silne, słabe i elektromagnetyczne jako przejaw jednego, zunifikowanego oddziaływania. Jednak także żadna z dotychczasowych teorii wielkiej unifikacji nie została potwierdzona doświadczalnie. Wspólną cechą teorii wielkiej unifikacji jest przewidywanie rozpadu protonu. Nie zaobserwowano dotychczas tego procesu. Wynika stąd, iż czas życia protonu powinien być co najmniej rzędu 1032 lat.

Model Standardowy w 1968 r. połączył oddziaływania silne, słabe i elektromagnetyczne pod jednym nadrzędnym parasolem. Uwzględniono wszystkie cząstki i ich oddziaływania, a także poczyniono wiele nowych przewidywań, w tym jedno wielkie, dotyczące unifikacji. Przy wysokich energiach, rzędu 100 GeV (energia potrzebna do rozpędzenia pojedynczego elektronu do potencjału 100 miliardów woltów), symetria jednocząca siły elektromagnetyczne i słabe zostanie przywrócona. Przewidywano istnienie nowych, masywnych bozonów, a wraz z odkryciem bozonów W i Z w 1983 r. przewidywania te zostały potwierdzone. Idea unifikacji zakłada, że wszystkie trzy siły Modelu Standardowego, a być może nawet grawitacja przy wyższych energiach, są zjednoczone w jednej strukturze. Niektórzy zakładali, że przy jeszcze wyższych energiach, być może w okolicach skali Plancka, siła grawitacji również się zunifikuje. Jest to jedna z głównych motywacji teorii strun.

Chociaż Model Standardowy możemy zapisać jako jedno równanie, to tak naprawdę nie jest on jednolitą całością, w tym sensie, że istnieje wiele oddzielnych, niezależnych wyrażeń rządzących różnymi składnikami Wszechświata. Poszczególne części Modelu Standardowego nie oddziałują ze sobą, np. ładunek kolorowy nie wpływa na siły elektromagnetyczne i słabe. Bez odpowiedzi pozostają pytania, dlaczego oddziaływania, które powinny zachodzić, jak np. łamanie symetrii CP w oddziaływaniach silnych, nie zachodzą. Kiedy symetrie zostają przywrócone (na szczycie potencjału), następuje unifikacja. Jednak złamanie symetrii, znajdujące się na samym dole, odpowiada Wszechświatowi, który mamy dzisiaj, wraz z nowymi gatunkami masywnych cząstek. To właściwie jakiego „wszystkiego” ma to być teoria? Tego, który jest, czyli realnego asymetrycznego Wszechświata czy zunifikowanego i symetrycznego, który nie jest tym, z jakim mamy do czynienia.

Oczywiście, istnieje też inna możliwość — Wszechświat po prostu się nie unifikuje. Symetrie, które wymyśliliśmy, są po prostu naszymi własnymi matematycznymi wynalazkami, nie opisują fizycznego Wszechświata. W głośnym artykule sprzed kilku lat dla serwisu Nautil.Us, Sabine Hossenfelder z frankfurckiego Instytutu Studiów Zaawansowanych oceniła, że „cała ta idea teorii wszystkiego opiera się na nienaukowym założeniu”. „To nie jest dobra strategia rozwoju teorii naukowych. (…) Poleganie na pięknie w rozwoju teorii historycznie działało źle”. Nie ma, jej zdaniem, ma powodu, aby przyroda była opisywana przez teorię wszystkiego. Choć potrzebujemy teorii kwantowej grawitacji, aby uniknąć logicznej niespójności w prawach natury, siły w Modelu Standardowym nie muszą być zunifikowane i nie muszą być zunifikowane z grawitacją. Byłoby to ładne, tak, ale jest niepotrzebne. Model Standardowy działa dobrze bez unifikacji, podkreśla badaczka. Natura najwyraźniej ma w nosie to, co fizycy uważają za piękną matematykę, złośliwie komentowała pani Hossenfelder. W fizyce przełomowe odkrycia w rozwoju teorii pochodzą raczej z rozwiązywania matematycznych niespójności niż pięknych i „kompletnych” modeli.

Dlaczego piszę o tzw. teorii wszystkiego, unifikacji oddziaływań i ogólnie przezwyciężeniu stanu, w którym więcej jest fundamentalnych pytań niż odpowiedzi w nauce, choć piszę tylko o fizyce, rozumując, że każda gałąź nauki ostatecznie redukuje się do fizyki a matematyka jest jej językiem? Jakie to ma znaczenie z punktu widzenia Projektu Noe?

Piszę o tym, bo ponownie, także w odniesieniu do tej kwestii mam nadzieję na transgresję, na przekraczanie granic i przejście na nowy plan. To także nadzieją na to, że my ludzie wespniemy się o kilka szczebli wyżej, na ten poziom chociażby, który widzimy w wizji znanej z filmu „Interstellar”. Tam jest to przedstawiane jako coś w rodzaju wybawienia przede wszystkim ludzkości, ale mam nadzieję, że dotyczyłoby to życia jako całości.

Jeśli jednak nie ma żadnego takiego „wyższego piętra” albo wejście tam, czyli odpowiedź na najważniejsze pytania nurtujące dziś fizykę, naukę, to dałoby nam nie tyle rozwiązania i przekroczenie granic technologicznych, z którymi na razie nie możemy sobie poradzić. Chociaż — kto wie, możemy nie mieć teorii wszystkiego a iść do przodu, jak szliśmy dotychczas.

Być może za tym jak za każdym „przekroczeniem granic” nieuchronnie czai się masa pytań kolejnego poziomu a „naukowe szczęście” może okazać się takim samym wątpliwym, niejednoznacznym spełnieniem jak obezwładniający wolę i motywację dobrobyt, przedłużanie życia czy wielkie zasoby energii, jeśli są celami samymi w sobie.

Czy podważam wartość rzeczy, o których tu piszę? Wręcz przeciwnie. Uważam, że zasoby, energia, przedłużanie życia i wiedza o Wszechświecie to dobra cenne i bardzo potrzebne. Potrzebne właśnie. To dobre sformułowanie. Potrzebne do czegoś, czegoś co przekracza i pozwoli ruszyć gdzieś dalej lub wyżej, jak kto woli, ale z sensem, który sięga głębiej niż chwila obecna.

Mirosław Usidus, patronite.pl/Usidus/


메타데이터
post_id
5c56e9929f2c
slug
bogactwo-obfitość-wiedza-po-co-ci-to-wszystko-jeśli-nie-przekraczasz-ograniczeń-5c56e9929f2c
url
https://medium.com/@usidus/bogactwo-obfito%C5%9B%C4%87-wiedza-po-co-ci-to-wszystko-je%C5%9Bli-nie-przekraczasz-ogranicze%C5%84-5c56e9929f2c
canonical_url
https://medium.com/@usidus/bogactwo-obfito%C5%9B%C4%87-wiedza-po-co-ci-to-wszystko-je%C5%9Bli-nie-przekraczasz-ogranicze%C5%84-5c56e9929f2c
author_url
https://medium.com/@usidus
status
ok
fetched_at
2026-06-26 21:52:29