DRUM BUN odcinek 18.
Wspomnienia z Siedmiogrodu, Mołdawii, Bukowiny i Maramuresz
DRUM BUN odcinek 18.
Wspomnienia z Siedmiogrodu, Mołdawii, Bukowiny i Maramuresz
18
KARPATKA
Nadchodził czas pożegnania z Bukowiną. Ciążyła nam tylko jedna, niedopowiedziana sprawa. W końcu Teresa nie wytrzymała.
- I jak to sobie wyobrażasz? -pytała - Weźmiesz psa i przewieziesz go przez granicę nielegalnie? Pies musi mieć papiery, szczepienia, być może będzie potrzebna kwarantanna. Nie mamy na to czasu, a ja nie zgadzam się na to by jakiś celnik odebrał nam psa na granicy. To wykluczone!!!

Faktycznie Rumunia, pomimo przynależności do Unii Europejskiej, nie weszła do grupy Schoengen, co oznacza, że na jej granicach wciąż sprawdzane są dokumenty i przewożone towary. Pewne ryzyko istniało. Ale z drugiej strony, co to za kontrabanda - szczeniak. W Rumunii wałęsają się stada bezpańskich psów, a i zwrot „pieskie życie” nabiera tu specyficznego znaczenia.
Teresa z początku poszła w zaparte - Nie i koniec. Potem wyczytała w przewodniku, że Rumunia to kraj, w którym załatwienie jakichkolwiek urzędowych spraw w czasie krótszym niż dwa tygodnie, graniczy z cudem. Ponadto, nie daj Boże, by urzędnicy zobaczyli, że na czymś ci bardzo zależy. Wtedy możesz o tym, na jakiś czas zapomnieć i nad ranem zmieniła taktykę. -Dobrze — powiedziała — zabierzemy psa, o ile załatwisz wszystkie, potrzebne dokumenty. Wszystko ma być legalne. Kategoryczne NIE, nawet najlepiej uzasadnione, trąci nepotyzmem. Natomiast TAK, obwarowane nierealnymi do spełnienia warunkami, to pełnia demokracji. Znała mnie, nie liczyła na to, że się od razu zniechęcę, ale bardziej na to, że mi się nie uda.
Nie miałem czasu do stracenia. Najpierw gospodarz. Tłumaczem w rozmowie była jego córka. - Czy sprzeda Pan szczeniaka?- zapytałem*.
- Jednego?
- Tak, suczkę.- To był drugi warunek Teresy wynikający z uprzedzenia do psów, które za nic miały przydomowe uprawy, a jeden obszczykwiatek już na nas czekał w Krakowie. - Bardzo dobry pies, dobrze pilnuje. Matka rasowa, Pan widzi, Carpatin — Ciobanescul Romanesc de Bucovina. Ojciec mieszaniec, Ciobanescul Romanesc z St’Bernard, to dobrze robi na posłuszeństwo.- *zachwalała córka gospodarza
Nie bardzo wiedziałem co do mnie mówi i chciałem jak najszybciej załatwić sprawę. — Ile? — zapytałem
- 100 Euro — padła po krótkim zastanawianiu się odpowiedź. Cena nie wydawała mi się wygórowana, to było w przeliczeniu około 380 zł.
- Dam 50.
- Tak, dobrze — odpowiedź była natychmiastowa, jakby córka gospodarza obawiała się, że się wycofam. Pewnie gdybym powiedział — 20, też by się zgodzili.

Nastąpiła ciężka chwila wyboru. Przedstawiono nam cztery kandydatki do zmiany obywatelstwa. Panienkę, zupełnie bez łat, całą białą. Dwie panienki, które wyglądały jak lustrzane odbicia, jedna miała łatę na prawym, druga na lewym oku. Razem stanowiły całość. Czwarta kandydatka miała symetryczne łaty, była zdecydowanie najmniejsza, połowa wielkości wałęsających się po podwórku braci, chyba ostatnia z miotu. Jeżeli mieliśmy wybór wybraliśmy panienki łaciate. Panienki asymetryczne, istne piękności, zachowały się jednak dziwnie. Jedna była autystyczna i nic ją nie obchodziło, druga mimo niespełna 5 tygodni życia, chciała mi odgryźć wyciągniętą rękę.
-Ta będzie dobra, ostra, pilnować będzie — powiedziała córka gospodarza.
Najmniejsza panienka wstała i wymachując cienkim ogonkiem podeszła do mnie. Było po wyborze, tym bardziej, że panienki asymetryczne trzeba by było wziąć dwie, a to by nie przeszło.

- Przynajmniej nie będziesz musiał przerabiać budy Beli — powiedziała Teresa, a ja zrozumiałem, że właściwie jest już po sprawie i mógłbym już nic nie robić. Teresa się poddała, a ja nie chciałbym być w skórze celnika, który próbował by jej odebrać sunię. Nie zamierzałem jednak tego wykorzystywać, formalnie to formalnie.
- Czy w okolicy jest weterynarz?
- Niedaleko, zaprowadzę — W kierunku domu weterynarza ruszył orszak. Prowadziła córka gospodarza, potem szła Teresa i ja z sunią na ręku. Na końcu szedł gospodarz. Weterynarz był dużym, postawnym mężczyzną o jasnych błękitnych oczach. Mogliśmy się porozumieć mówiąc w swoich językach. Był Ukraińcem. Wyrobił suni książeczkę zdrowia.
- Jak jij zwati?
- Bela — powiedziałem odruchowo myśląc o jej poprzedniczce.
- Nie — zaoponowała Teresa, być może przerażała jej myśl, że nasz Carpatin może mieć charakterek Beli — nie chcę, ona jest stąd i jest słodka, może być Karpatka.
- Wże pizno, napisaw!
- To dopisz drugie.
W ten sposób w książeczce zdrowia sunia jest dwojga imion BELLA KARPATKA rasy CARPATIN, z miejscowości SOLCA na BUCOVINIE, urodzona….. tu doszło do małego oszustwa, pies był zbyt młody na szczepienia i trzeba było go postarzyć o dwa tygodnie.
- Jak wi choczetie, szczot tze buło wiwiedieno za kordon? — zapytał weterynarz i potem dowiedziałem się, że to nie koniec. Że teraz psu należy założyć kartotekę oraz wyrobić paszport, inaczej ze szczepieniami czy bez, to nie ma znaczenia, będziemy przemytnikami.
- Możesz to zrobić? — miałem nadzieję, że to tylko kwestia ceny.
- Jedinim oficijnim w Suceavi. — rozwiał moje nadzieje weterynarz.
Jutro planowaliśmy wyjazd, a do Suczeawy było 70 kilometrów w przeciwną stronę. Nie miałem wyboru. Wsiedliśmy do samochodu, Karpatka zwinęła się w kłębek pod nogami Teresy i w drogę.


Po znalezieniu właściwego urzędu, z sercem na ramieniu odszukałem właściwy pokój. Siedziało w nim kilka kobiet, najwyraźniej zajętych sprawami wagi państwowej. Z niechęcią spojrzały na intruza, który ośmielił się przeszkodzić. Sprawa beznadziejna pomyślałem i przed oczami przeleciały mi błyskawicznie sceny z filmów Barei. Ja nawet żadnej łapówki nie miałem. Wtedy przypomniałem sobie radę znajomego:
- Jak masz coś, nie daj Boże, w urzędzie załatwić, to zawsze wybieraj kopciuszka. Potem go komplementuj, a potem przechodź do rzeczy. Pamiętam, że wtedy miałem wątpliwości.
-Można tak kogoś obrazić, w końcu kopciuszki też mają rozum. Powiedziałbym nawet, że zwłaszcza kopciuszki go mają.
-No cóż — odpowiedział — fakt, że można w pysk zarobić, ale zwykle ….załatwia się sprawę.
Skorzystałem z rady tylko częściowo. Rzuciłem w przestrzeń pokoju coś na temat pięknego kraju i miłych ludzi w Rumunii. Zadziałało. Wszystkie urzędniczki przerwały swe nader ważne czynności, a dwie z nich równocześnie zapytały o cel mojej wizyty (już nie wtargnięcia!). Wyłuszczyłem szybko o co mi chodzi legitymując się książeczką zdrowia psa.
- Lubi Pan rumuńskie owczarki? — zapytała jedna z pań — Oj będą kłopoty.
Następnie dowiedziałem się, że należy psu założyć kartotekę, wyrobić rumuński paszport, ale wcześniej należy go oznaczyć elektronicznie, tzn. zachipować. Można to zrobić w kilku gabinetach weterynaryjnych, które mają do tego uprawnienia. Należy się umówić, nie wszyscy muszą mieć od ręki odpowiednie chipy. Urzędniczki nie mogły mi podać namiaru na odpowiedniego weterynarza. To mogłoby sugerować jakieś konszachty weterynarzy i nadzoru weterynaryjnego, a to są przecież zwykłe pomówienia. Wyraziły zdanie, że cała akcja nie powinna trwać dłużej niż tydzień. Po zachipowaniu mam wrócić do nich a one mi pomogą. Postanowiłem zagrać va bank:
- Jutro wyjeżdżam i nie mam na to czasu. Będę musiał gdzieś zostawić psa. Nie chcę ryzykować na granicy. Widziałem tutaj mnóstwo wałęsających się psów. Jeden więcej nie będzie chyba robił różnicy. W każdym razie dziękuję za pomoc. - sączyłem słowa.
- Proszę poczekać - powiedziała jedna z urzędniczek. Wykręciła jeden numer, potem drugi. - Mamy chipa — powiedziała - Pan pójdzie ze mną.
Szliśmy przez jakieś osiedle. Mogło to być równie dobrze w Radomiu czy Kaliszu. Dziesięć minut i było po wszystkim. Do książeczki został wpisany tajemniczy kod z numerem. Taki sam numer w wersji elektronicznej przemieszcza się pod skórą Karpatki. Ostatnio był w okolicach prawego łokcia.
Wracając urzędniczka powiedziała: - Niech Pan zaczeka w samochodzie. Mała jest już zmęczona. Po chwili wróciła z paszportem Karpatki, pobrała chyba 10 Euro opłaty. - Proszę dobrze wspominać Rumunię. Ma pan rację, ludzie tu są dobrzy. Jej też będzie dobrze. Wygrała los na loterii. Bum Drun — dodała.



Gdy pisałem te słowa, trzymałem stopy w gęstej sierści naszej małej Karpatki, która pewnie nie pamiętała już swojego krótkiego życia w Rumunii. Wyrosła na dużą, odważną (o ile nie strzelają), nieufną w stosunku do obcych, cudowną w kontaktach z dziećmi, sukę. Domieszka krwi Bernardyna sprawiła, że nie była typowym Owczarkiem Rumuńskim z Bucoviny, który jak wyczytałem, charakteryzuje się dużą inteligencją, samodzielnością, niezależnością, co wiąże się z niskim poziomem posłuszeństwa. Jej przodkowie pilnowali przed wilkami stad owiec na rumuńskich połoninach. Psy tej rasy miały przypinane do obroży kłody, często z nazwiskiem właściciela. Z kłodą pies był posłuszniejszy. Bez kłody był eliminowany — stanowił zbyt duże zagrożenie.

Od wzorca Owczarka Rumuńskiego z Bucoviny różniła się Karpatka tym, że zwłaszcza w okresie zimowym jej łaty stawały się bardziej rude niż koloru wilczego, przypominając o domieszce krwi Bernardyna, po którym odziedziczyła większe posłuszeństwo. W zasadzie była jedyną przedstawicielką nowej rasy, którą sam dla siebie nazywam psem Krakowskim Stróżującym. Moskiewski Stróżujący powstał jako mix Bernardyna i Kaukaza. Tutaj zamiast Owczarka Kaukazkiego jest Carpatin - Ciobanescul Romanesc de Bucovina - równie dziki, silny i nieobliczalny. - Oj będą kłopoty - przypominam sobie słowa urzędniczki. Kłopotów nie było. Często na spacerach bywałem zaczepiany słowami -Jaka piękna sunia Moskiewskiego. Gdy mi się chciało, wyprowadzam ludzi z błędu - To jest Krakowski Stróżujący - mówiłem ze spokojem, a Karpatka to potwierdzała.

Dziś Karpatka biega po łąkach wiecznego szczekania. Bez napisania o niej, cała moja rumuńska relacja byłaby bez sensu.
CDN
메타데이터
- post_id
- 7fb4eefa3648
- slug
- drum-bun-odcinek-18-7fb4eefa3648
- url
- https://medium.com/@alekburek/drum-bun-odcinek-18-7fb4eefa3648
- canonical_url
- https://medium.com/@alekburek/drum-bun-odcinek-18-7fb4eefa3648
- author_url
- https://medium.com/@alekburek
- status
- ok
- fetched_at
- 2026-08-02 15:17:58