Ameryka to stan umysłu
Ameryka to stan umysłu.
Ameryka to stan umysłu

Cabrini Green 1993, Chicago Tribune
Ameryka to stan umysłu.
To miejsce, którego wyobrażenie przechodzi przez kolejne metamorfozy, oparte na kolejnej fazie życia obserwatora. Może nigdy nie interpretuje się jej według tego, czym jest. Bo czym jest Ameryka? Kim jest Ameryka?
Ktoś urodzony w biedzie będzie myślał o swoich szansach na sukces inaczej, niż ktoś urodzony w chicagowskiej dzielnicy Gold Coast. Ameryka nie uszczęśliwi każdego. Jest jednak miejscem, gdzie każdy, kto ucieka przed biedą, prześladowaniem czy jakimś innym ciężarem, może mieć swoją szansę na nowy start.
Nie każdy chce wyruszać w drogę wiedząc, że będzie ona trudna; samotna, może długo biedna. Może łatwiej jest wyruszyć na mniejsze wody. Przeprowadzić się do innego miasta, 100 km od rodziców.
Wyjazd za granice to też stan umysłu.
Wiedząc mało o życiu, będąc młodym, to błogosławieństwo i tragedia w jednym. To czas, gdzie niewielka suma doświadczeń życiowych często przegrywa z wielka siłą pasji, wyobrażeniem sobie magicznego scenariusza, z marzeniem o niezależności, wiarą w swoje nieistniejące umiejętności, czy odporność psychiczną, czy zaufaniem w pozytywne efekty poznania czegoś nowego i ekscytującego.
Wyimaginowana wiara w swoje siły, w tak zwane “skrzydła”, autosugestia zmiany na lepsze owocuje i prze do działania. Nie da się jej zagłuszyć, wytępić. Powraca jak ból zęba i dopomina się o uwagę. A osoba chcąca, to często osoba walcząca; taka, która widzi ten cel gdzieś ponad zamazanym horyzontem. Potyka się, ale uporczywie do niego zmierza. Podczas tej drogi przytrafiają się jej tysiące małych i dużych sytuacji, które choć odsłaniają horyzont, drążą bruzdy w nogach, przewracają, niszczą zaufanie do ludzi, podważają intencje działań nawet naszych drogich rodaków. Jednakże dając sobie możliwość poznania siebie w nowych warunkach, można otworzyć się na nowe zasoby pokory.
Pokora. Coraz większa świadomość swojego braku wiedzy, umiejętności, zrozumienia tego, co dzieje się dookoła w nowej rzeczywistości, w nowej kulturze, w bezkontekstowej egzystencji, w otoczeniu ludzi, którzy jeszcze nas nie znają.
W młodym, świeżym umyśle, porażka nie jest dozwolona.
Gdyby tak zsumować wszelkie niepowodzenia i triumfy jakie przytrafiają się młodemu człowiekowi przed emigracja, biorąc pod uwagę czas historyczny lat 1992/93, nic nie jest w stanie przygotować go na to, co czeka go w rzeczywistości emigranta. Nic nie jest w stanie złagodzić szoku kulturowego; doświadczanego zarówno wzrokowo, słuchowo czy wewnętrznie, podczas analizy tego, co czuje i przeżywa. Amerykanie mają takie powiedzenie — że to co nas nie zabija, czyni nas mocniejszymi. Poniekąd to prawda. Mocniejszy nie znaczy bardziej zdolny do zaufania czy bardziej otwarty na miłość, bądź podobne sprawy, które z racji swej natury mogą irracjonalnie stan człowieka pogorszyć.
W interakcjach z nowo napotkanymi ludźmi uświadamia on sobie, że jako jednostka anonimowa, nie osadzona w żadnej grupie, ani w żadnym klanie, staje się dla swojego “młodego jestestwa” tylko tym, czym widzą go kolejne, nowo poznane osoby. Jakże trudno zachować jest poczucie swojego niezmiennego “bycia” w obcym kraju.
Szczególnie, kiedy jest się na etapie wykształcania poczucia swojej świadomości o sobie samym. Kim jestesmy? Jakie są nasze atuty. Na czym możemy oprzeć ten eksperyment. Jestesmy sami z daleka od rodzinnych stron. Nie żyjemy w żadnym kontekście. W żadnym innym poza tym, że jesteśmy emigrantami.
Jak poczuć i odkryć siebie w całkowitej odmienności kultury, w braku jakiejkolwiek pozycji społecznej, w sytuacji nieposiadania nawet swojej własnej łyżki? Jak ułożyć z tych pomieszanych puzzli zarys tego, co jest możliwe do osiągnięcia w nowym kraju? I czy sama wartość pasji i chęci do działania wystarczy?
Co napędza emigranta? Co napędzało mnie aby rzucić się w nieznane, mając wyobrażenie Ameryki z filmów i książek? Niektórzy odczuwają potrzebę życia w szerokim świecie. Ze wszystkimi i wszystkim. Z odmiennością języków, kuchni regionalnych, kolorów skóry, religii i poglądów. To nie kwestia prestiżu bądź większych możliwości zarobkowych. Czasem to kwestia braku nowych myśli. Kwestia przerabiania tych samych scenariuszy, tych samych obaw, tych samych porażek. Próba wyrwania się z funkcji i ról społecznych, w których człowiek się nie odnajduje. Całkowite wyjście z kontekstu i wyobrażenia o tym jak widzi i czego oczekuje od młodej osoby społeczeństwo. Kolejny piękny przykład na młodzieńczy bunt; na kształtowanie swojego życia na swoich warunkach.
Bo w Ameryce każdy może zacząć od początku. Wyzbyty wszystkiego, zaczyna od kupienia kołdry.
Wpis opublikowany 2 pazdziernika 2020 r na blogu autorki — https://www.facebook.com/UlaFurmanBlog/
메타데이터
- post_id
- be3e96bc07c6
- slug
- ameryka-to-stan-umysłu-be3e96bc07c6
- url
- https://medium.com/@ulaf.f./ameryka-to-stan-umys%C5%82u-be3e96bc07c6
- canonical_url
- https://medium.com/@ulaf.f./ameryka-to-stan-umys%C5%82u-be3e96bc07c6
- author_url
- https://medium.com/@ulaf.f.
- status
- ok
- fetched_at
- 2026-07-25 03:07:39