← Back to list

Celebrować codzienność

“Dzikie” krokusy niedaleko mojego domu…

Jacek Staszczuk · 2026-03-14 11:22 · 0 claps · 3.0 min read
#życie #celebracja #tu-i-teraz #relacje #pokój
Open on Medium ↗

Celebrować codzienność

“Dzikie” krokusy niedaleko mojego domu…

“Dzikie” krokusy niedaleko mojego domu…

W książce “Green Town” Ray’a Bradbury jest taki fragment, gdy Dziadek budzi się rano i słyszy za oknem dźwięk kosiarki do trawy. Uśmiecha się i już wie — nastało lato. Szczęśliwy je śniadanie, a tam żona mówi mu, że znajomy kupił specjalną trawę, którą chce posadzić u nich na trawniku. To jakiś najnowszy wynalazek, bo ta nowa trawa nie będzie wymagała koszenia! Przerażony Dziadek wypada z domu, odnajduje sąsiada, który pokazuje mu tą “super” trawę, Dziadek wyciąga wówczas pieniądze, zwraca mu należności, dokłada jeszcze pięć dolarów, żeby się jej pozbył. Prosi też go o to, żeby dał mu jeszcze tych kilka lat, życia, jakie mu zostały, żeby mógł cieszyć się dźwiękiem koszonych trawników. Tłumaczy również, że teraz ludzie nie potrafią docenić “normalnych” rzeczy, a to naprawdę wielka strata… Obaj panowie zawierają umowę, a po jakimś czasie Dziadek ponownie słyszy kosiarkę. Tym razem trawę kosi ów młodzieniec, który chciał posadzić nową odmianę. Macha i uśmiecha się do dziadka. Wyglada na to, że pojął tą jedną z najważniejszych lekcji…

Dlaczego o tym piszę? Bo przypomina mi to inny fragment, tym razem z Biblii, z Księgi Koheleta:

Wszystkie rozważania nużą, człowiek nie zdoła ich wyrazić. Oko nie nasyci się oglądaniem, ucho nie napełni słuchaniem. To, co było, znów będzie, a to, co robiono, znów będą robić — i nie ma nic nowego pod słońcem. Czy jest sprawa, o której można by powiedzieć: spójrz, to coś nowego? Było to już w czasach, które nas poprzedzały.

Pamiętam swego czasu, jaki był to dla mnie szok. Długo spierałem się i Koheletem, nie chcąc przyznać prawdy temu stwierdzeniu. Bo jak to? To moje życie nie jest wyjątkowe? Ja nie jestem wyjątkowy?! No właśnie, że nie. I gdy przyszło zrozumienie, akceptacja, to przeszło też swoiste uwolnienie. Nie bunt, nie upór osła. Ale właśnie poczucie wolności. Od tej pory, zacząłem inaczej postrzegać codzienność…

Godzina za godziną, dzień, za dniem, tydzień za tygodniem, rok za rokiem. Powtarzają się pory roku, powtarzają się wykonywane przez człowieka czynności. Te same zdarzenia, przywołują te same skojarzenia. Była zima, nadchodzi wiosna, a zanim się obejrzymy, będzie jesień. Nic nowego. Sarkanie na to nic nie zmieni. Tacy jesteśmy. Dlatego tak ważne jest, żeby być jak “Dziadek” ze wspomnianej książki Bradburego: potrafić cieszyć się tymi samymi, małymi rzeczami. Po co? Bo wówczas człowiek jest naprawdę szczęśliwy. Nie czeka na gwiazdkę z nieba, tylko żyje w tym, co autentycznie prawdziwe, w tym, co “tu i teraz”.

To chyba jedna z kluczowych kwestii w życiu człowieka. Nie jesteśmy pustelnikami. Żyjemy w społeczeństwie. Tworzymy je. Naszą codzienność przenikają wzajemne relacje. Żeby były one właściwe, przynosiły satysfakcję, konieczne jest budowanie ich na podstawie bieżącej chwili. Zapominając o tym, oczekując czegoś nieoczekiwanego, wyjątkowego, tracimy szansę na dostrzeżenie drugiego człowieka. Niekiedy będzie nim nasza druga połówka, niekiedy dziecko, inny człowiek rodziny, ale czasami ktoś zupełnie obcy, którego nie zauważymy. Pominiemy, a tym samym utracimy szansę, na coś wyjątkowego. Choćby zwykłą rozmowę, możliwość dostrzeżenia, że obok nas żyją wspaniali ludzie.

Gdy nie ma w człowieku takiej akceptacji, to ten żyje sfrustrowany. Przez tę frustrację widzi otaczający go świat, buduje też oparte na niej relacje. To jednak nic dobrego, ponieważ często przejawem tego jest gorycz i smutek. Oczywiście, z drugiej strony, nie znaczy, że mamy się szczerzyć jak szaleni, ale akceptacja swojej codzienności, siebie samego sprawia, że łatwiej przeżyć, gdy w kontaktach z drugim człowiekiem, akurat nie świeci słońce.

Wspomniany cytat Koheleta pokazuje, jeszcze coś innego. Zobaczcie, na czym obecnie marnujemy czas — na bezmyślnie przeglądanie „społecznościówek”, przeglądanie rolek. Gdyby jednak odłożyć telefon, odejść od komputera, wziąć kilka głębszych oddechów, to warto zapytać się, czy widziałem tam dzisiaj coś nowego? Czy przeczytałem coś, o czym nie czytałem wcześniej? W zależności, jaką mamy porę roku lub co obecnie dzieje się na świecie, te wszystkie informacje są takie same. Te rolki są takie same. My jednak gapimy się całymi dniami, marnując na nie czas. Czas, który ciagle płynie, a którego nie przybywa, a ubywa.

Dlatego naprawdę warto celebrować naszą zwykłą codzienność Cieszyć się małymi i tymi samymi rzeczami. O wiele lepiej pójść z dziećmi na spacer do tego samego parku, przygotować i zjeść ze smakiem te same tosty. Wypić z żoną, czy mężem, tę samą kawę, ciesząc się wzajemnym towarzystwem, czy też siąść pod domem i patrzeć tylko w niebo, zamiast siedzieć i czekać, że w końcu coś się wydarzy, a ja otrzymam to, na co od zawsze zasługuję. Ta pierwsza postawa niesie za sobą pokój, druga jest prostą drogą do zostania zgorzkniałym marudą.


메타데이터
post_id
db55aeea3f55
slug
celebrować-codzienność-db55aeea3f55
url
https://medium.com/@j.staszczuk/celebrowa%C4%87-codzienno%C5%9B%C4%87-db55aeea3f55
canonical_url
https://medium.com/@j.staszczuk/celebrowa%C4%87-codzienno%C5%9B%C4%87-db55aeea3f55
author_url
https://medium.com/@j.staszczuk
status
ok
fetched_at
2026-07-13 06:23:13