Lenistwo uszczęśliwia?
Wygląda na to, że… w pewnym sensie tak! Pewna dawka bezczynności jest nam niezbędna dla dobrostanu psychofizycznego, a jej brak szkodzi…
Lenistwo uszczęśliwia?
Wygląda na to, że… w pewnym sensie tak! Pewna dawka bezczynności jest nam niezbędna dla dobrostanu psychofizycznego, a jej brak szkodzi. Zatem jeśli planujecie urlop, to nie zapomnijcie o “słodkim nicnierobieniu”! Bo tak samo jak zabawa i twórcze działanie, odrobina lenistwa działa zbawiennie na zmęczony, przestymulowany mózg.

fot. Kate Stone Matheson
Czas, w którym czujemy, że żyjemy (a nie tylko pędzimy jak chomik w kółko), ratuje nasze zdrowie psychiczne. Przekonuje o tym niemiecki fizyk i dziennikarz Ulrich Schnabel w książce zatytułowanej “Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia”. Opierając się na wielu badaniach naukowych, Schnabel konstruuje receptę na umiejętne i sensowne… nicnierobienie. To świetna lektura dla tych, którzy mają poczucie winy, gdy odpoczywają, a także dla wypalonych, przepracowanych i wyczerpanych.
Warto zwrócić uwagę na to, jak zdefiniowane jest tu “leniuchowanie”. Nie chodzi wyłącznie o powstrzymanie się od aktywności…
W dużej mierze oduczyliśmy się już wspaniałej sztuki nicnierobienia. Przekonanie, że z lenistwa biorą swój początek wszelkie inne wady, tak bardzo już się zakorzeniło, że nawet słowu przydaliśmy kontekst wyłącznie pogardliwy. Większy społeczny szacunek otacza zestresowanego karierowicza (choćby nie wiem jak bezsensownie żonglował środkami finansowymi) niż skromnego, radzącego sobie w życiu człowieka, któremu także bez bogactwa udaje się być szczęśliwym. Czcimy aktywność samą w sobie, nie pytając o to, czy w szerszej perspektywie jest ona korzystna czy też raczej szkodliwa dla innych ludzi. Za wskaźnik szczęśliwości określonego społeczeństwa uznajemy produkt narodowy brutto — tak jakby liczba sprzedanych, skonsumowanych i wyrzuconych na śmietnik dóbr mogła być oznaką wewnętrznego zadowolenia tych, którzy żyją wśród tej góry towarów. Za zaletę uznajemy to, że nowe urządzenie elektroniczne, na przykład iPad Apple, ma jeszcze więcej możliwości, udostępnia nam jeszcze więcej kanałów informacyjnych — tak jakby zawsze chodziło tylko o więcej informacji bez względu na ich jakość.
To zadziwiające, że z naszym ciałem od dawna obchodzimy się o wiele lepiej i mądrzej niż z psychiką. Niezliczone poradniki dietetyczne pouczają nas, aby zachowywać umiar w jedzeniu, przeprowadzamy różne kuracje wiosenne i jesienne, kontrolujemy nasz body-mass-index oraz jakość pożywienia, a także oburzamy się, gdy na ladzie sklepowej pojawi się nieświeże mięso. Jednakże to samo, co w odniesieniu do jedzenia jest już common sense [zdrowym rozsądkiem — przyp. mój], zdaje się nie dotyczyć tego, jak obchodzimy się z informacjami. Na tym polu oddajemy się niepohamowanemu obżarstwu, napychamy nasz mózg wieloma fałszywymi bądź nieważnymi danymi i nawet nie przyjdzie nam do głowy, że ów biedny służący do myślenia narząd wszystko to musi przetrawić, a przecież tak jak każdy inny organ potrzebuje czasu na regenerację. I dziwimy się później, dlaczego czujemy się tak wypaleni psychicznie, dlaczego naprawdę ważne zadania tracimy często z pola widzenia.
Owo “powstrzymanie się od interesów lub targów”, jak słownik Grimma definiuje leniuchowanie, dzisiaj przez wielu jest utożsamiane z wyłączeniem aktywności z powodu zmęczenia (najczęściej z czasem spędzanym przed telewizorem). Tymczasem oznacza ono coś zupełnie innego — to są te godziny, kiedy mamy poczucie, że jesteśmy panami swojego czasu, kiedy zamiast gonić za pieniędzmi, karierą czy sukcesem, staramy się dotrzeć do samych siebie i swojego przeznaczenia. Nie sprowadza się więc wyłącznie do odprężonego nicnierobienia. Leniuchujemy w trakcie różnych form aktywności: podczas inspirujących rozmów, gry, która całkowicie nas pochłania, wędrówek lub muzykowania, a nawet pracy. Krótko mówiąc, w tych momentach, które mają wartość same w sobie i nie poddają się nowoczesnej logice oceniania.
(…)
W naszych nowoczesnych burzliwych czasach sztuka całkowitego wyłączania się, odprężonego nicnierobienia powoli wymiera. Robimy wszystko, aby tylko nie zastygnąć w bezruchu w myśl niewypowiedzianej dewizy. “Bezczynność to regres”, jak wpajają nam doradcy ekonomiczni. Albo: “Kto przestaje płynąć pod prąd, ten zostaje zniesiony z nurtem”. Powstaje jednak pytanie, o jakim prądzie jest tutaj mowa. Czy rzeczywiście chodzi o rzekomą skłonność do lenistwa, która powinna być nieustannie zwalczana? A może powinniśmy raczej już dzisiaj zacząć trenować przeciwstawianie się wszechobecnemu działaniu dla samego działania?
Ulrich Schnabel, “Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia”, Warszawa 2014

fot. Simon Shim
Mogłabym dużo na ten temat napisać — o tym, że dla ludzkiego mózgu interakcje z ludźmi są pracą, o tym, jak ważna jest przestrzeń na odpoczynek i refleksję, kiedy jest się w terapii, o różnicach indywidualnych w kwestii zapotrzebowania/odporności na bodźce… Ale po namyśle postanowiłam się od tego powstrzymać.
Idę poleniuchować… Czego i Wam życzę!
Wpisy na blogu https://notatkiterapeutyczne.pl/ ukazują się obecnie w niektóre czwartki. Jeśli chcesz być na bieżąco, zapraszam też na moją stronę na facebooku.
메타데이터
- post_id
- ec79fd0add4c
- slug
- lenistwo-uszczesliwia-ec79fd0add4c
- url
- https://medium.com/notatki-terapeutyczne/lenistwo-uszczesliwia-ec79fd0add4c
- canonical_url
- https://medium.com/notatki-terapeutyczne/lenistwo-uszczesliwia-ec79fd0add4c
- author_url
- https://medium.com/@j.piekarska
- status
- ok
- fetched_at
- 2026-07-29 14:15:06